poniedziałek, 21 grudnia 2015

Przeczytać 52 książki

Od jakiegoś czasu jest już jasne, że się nie uda mi się przeczytać 52 książek do końca grudnia. Trochę szkoda... 
Ale prawdą jest, że w mijającym właśnie roku przeczytałam ich znacznie więcej, niż w latach poprzednich. Zamierzam więc mieć dokładnie to samo postanowienie noworoczne i cóż, zobaczymy ile (i o ile więcej :)) przeczytam w 2016. 
A na razie cieszę się na czas nadchodzących świąt, liczę na pewnie spowolnienie tempa i może ... uda się chociaż zaokrąglić ten wynik do 30 książek? 
Tych nie przeczytanych wciąż mam sporo, i trochę ich też przybywa. W czym problem? Urlop, urlop by się przydał!


niedziela, 20 grudnia 2015

Perełka (26/52)

Do przeczytania tej książki skłoniła mnie własna próżność. Od dawna mam wrażenie, że czytam bardzo przypadkowe pozycje, co z jednej strony daje możliwość odkrycia czegoś ciekawego i poznania różnych autorów, ale z drugiej strony pozbawia mnie takiego poczucia, że jestem osobą oczytaną. No, nie jestem, ale gdybym tak systematycznie czytała lektury wybrane w jakimś sensownym porządku, to może za jakiś czas mogłabym zaryzykować takie myślenie o sobie? A tu kicha... 
Dlatego kiedy wydawnictwo Znak napisało do mnie maila z informacją o promocji, dzięki której mogłam nabyć kolejnych kilka książek w bardzo rozsądnej cenie, jedną z nich została "Perełka" francuskiego autora Patricka Modiano. Napis "Literacki Nobel 2014!" brzmiał zachęcająco, no przynajmniej sprawdzę kto dostał tego Nobla rok temu...


Książka jest niesamowita. Intrygująca i wciągająca. Kiedy przypomnę sobie te tomiszcza, gdzie przez kilkadziesiąt stron czytałam prolog, to jeszcze bardziej zachwycam się panem Modiano, który sprawił, że od pierwszej strony pochłonęła mnie historia opowiadana przez bohaterkę. Historia krótka, niebanalna, opowiadana jakby nieśpiesznie, jakby od niechcenia uzupełniana przez kolejne wspomnienia, szczegóły konkretyzujące, umiejscawiające w czasie, doprecyzowujące tło przeszłych wydarzeń. Historia gęsta od uczuć bohaterki opisanych tak, że aż czuje się tę samą duszność, bezradność, zagubienie. A jednocześnie historia pełna niedopowiedzeń, przestrzeni na domysły i interpretacje. Przeczytałam i zaczęłam się zastanawiać o czym to tak naprawdę było. I czy czasem nie jest to jedna z tych pozycji, którym znaczenie nadaje też czytelnik. Wróciwszy właśnie z wyjazdu, w czasie którego dane mi było zmierzyć się z własnymi wspomnieniami i niezrealizowanymi marzeniami, trochę przez ten pryzmat patrzę na "Perełkę". Ale widzę też inne możliwe interpretacje, zastanawiam się nad dalszym losem bohaterki, bo autor nie kończy jej jednoznacznie. Niby zamknęłam książkę, a nie mogę się z nią rozstać.


I zachwyca ta lekkość pisania, ta umiejętność rozbudzenia ciekawości czytelnika od pierwszego zdania książki i utrzymania tego zainteresowania do zdania ostatniego, niebanalny pomysł, tak odległy od tego, co gdzieś kiedyś czytałam w ramach porad jak napisać dobrą powieść - jak zacząć, jak skończyć, jak zbudować postać bohatera. Modiano nie robi nic z tych rzeczy. Może na tym polega mistrzostwo?

wtorek, 8 grudnia 2015

Kiedy byłem dziełem sztuki (25/52)


"To dziwna książka" powiedziała moja dobra koleżanka widząc, że to ma być moja kolejna lektura. Przeczytałam i ... jestem zachwycona. To nie jest tak, że nie widzę paru drobiazgów, które gdzieś zgrzytnęły i może mogłyby być lepsze. Zachwyca mnie pomysł. Coś innego, coś niebanalnego, coś z przesłaniem. Po tym poznaje się mistrza słowa. No nareszcie dobra książka w moich rękach!


O czym jest ta książka? O nieszczęśliwym człowieku, któremu nagły i wymarzony sukces niosący za sobą upragnioną od dawna zmianę, pomaga zrozumieć to, kim był przedtem i docenić to, co stracił zyskując nowe, niezwykłe i bardzo sławne ja. Dla mnie to też opowieść o tym, że czasem rozpacz przysłania nam zdolność widzenia rzeczy i naszych bliskich, takimi jakimi naprawdę są. 

A dla tych którzy nie czytali, kilka słów zachęty w postaci cytatu z okładki:
"Każdy z nas nowi w sobie piękno. Całą sztuka polega na tym, by umieć je odkryć."
"Przypadkowe spotkanie ze słynnym artystą całkowicie zmienia życie bohatera książki. Z niepozornego, zakompleksionego człowieka przeistacza się w budzącą podziw rzeźbę. Wymarzona popularność, sława i bogactwo nagle są na wyciągnięcie ręki. Jednak za sukces musi zapłacić wysoką cenę." 
"Czy za cenę sławy warto wyrzec się wolności? Co decyduje o naszej wyjątkowości? Czy naprawdę to, co najważniejsze, widzi się tylko sercem?"

Góra bezprawia (24/52)

Kolejny na moim niewielkim regale thriller, tym razem ten z ulubionego gatunku: prawniczy. Co prawda, to pierwsza tego rodzaju książka w moich rękach, namiętnie za to oglądam tego typu filmy - i te będące adaptacjami powieści Grishama, i te nie będące... Dość powiedzieć, że nie znam filmu prawniczego powstałego w ostatnim dziesięcioleciu, którego bym nie oglądała. Nie wspominając o tych wcześniejszych, bo zaczęło się od fascynacji filmem "12 gniewnych ludzi".

Tak więc kierowana sentymentem ogólnym (tematyka) oraz ostatnimi tendencjami do czytania głównie książek, które szybko wciągają a przez to odciągają uwagę od kończącego się wkrótce weekendu, nabyłam i od razu przeczytałam"Górę bezprawia". 
Może nie jest to książka, którą chciałabym przeczytać jeszcze raz, może nie mogę powiedzieć, że utożsamiłam się z bohaterką albo że jej historia wniosła coś niezwykłego w moje życie, to nie ten typ lektury po prostu. 
Ale trudno  odmówić autorowi kunsztu pisarskiego. Dobrze napisane, ciekawe tło - zupełnie mi nieznane więc tym bardziej ciekawe, świetnie rozplanowane zwroty akcji. Mogłabym spokojnie przeczytać coś jeszcze autorstwa pana Grishama. Nie ukrywam, że ze zdumieniem przeczytałam na okładce, że jest autorem 30 (!) książek. Po czym ... zasugerowałam "świętemu Mikołajowi", że kolejna książka mogłaby być dobrym pomysłem na prezent gwiazdkowy ;)

Sześć córek (23/52)


To jedna z trzech polskich powieści, jakie ostatnio zakupiłam w Biedronce i przeczytałam z zachwytem. Zachwyt nie był spowodowany faktem, że wszystkie te powieści są wybitne. Zachwyciło mnie to, że jest trochę nowych polskich autorów, którzy jeszcze nie są mi znani, którzy tworzą, przebijają się ze swoimi propozycjami do wydawców, mają ciekawe pomysły. Jest potencjał na rynku :)


A "Sześć córek" jest na to jednym z dowodów. To skomplikowana historia sześciu sióstr, pochodzących z różnych związków swojego wspólnego ojca, urodzonych w różnych latach i różnych sytuacjach życiowych swego rodziciela i społeczno-polityczno-ekonomicznych swego kraju. Wszystkie historie, przedstawione w formie kolejnych rozdziałów, łączą się ze sobą osobą ojca i zaplanowanym przez niego finałem. 
Przyznam, że momentami troszkę się gubiłam w poszczególnych wątkach, skacząc z jednej opowieści życia do kolejnej, ale mimo to lektura mi się podobała. Coś naprawdę polskiego, przestawiającego świat mi - jeśli nie bliski, to przynajmniej znany, dobrze pomyślane, niesztampowe. Jeśli pojawi się kolejna powieść dla dorosłych czytelników autorstwa pani Szyszko-Kondej, na pewno do niej zajrzę.

Taniec z przeszłością (22/52)


Z trzech polskich powieści, które ostatnio przypadkowo "wpadły" mi w ręce, "Taniec z przeszłością" podobał mi się najbardziej. 

To rasowy kryminał, do tego napisany w sposób naprawdę inteligentny. Motyw ustawień Hellingera kojarzę  z innego kryminału, ta powieść nie jest jednak kopią żadnego udanego wzoru. Autorka zbudowała zaskakującą fabułę umiejętnie łącząc współczesne wydarzenia rozgrywające się w różnych miejscach Mokotowa z niezwykłą i powoli przed czytelnikiem odkrywaną historią sybiraków. Za to ostatnie jestem jej naprawdę wdzięczna, bo przy okazji tej lektury mogłam choć trochę poznać jak wyglądało ich życie.  Rzadko zdarza mi się czytać książki tak ciekawie skonstruowane. Do tego, to po prostu sprawnie napisany kryminał, którego nie powstydziłby się niejeden ze sławnych autorów tego gatunku. Cała ta intrygująca historia została opisana na mniej niż 300 stronach (czyli da się!), a opisana została tak, że oczyma wyobraźni już widziałam świetny i trzymający w napięciu film będący jej adaptacją. Oklaski.

Ulica Pogodna (21/52)

"Ulica Pogodna" to pierwsza z trzech niedawno i przypadkowo zakupionych polskich powieści. Pierwsze wrażenie - sympatyczna i bajkowa. Czyli miła i ciepła, ale ... zupełnie nieprawdziwa.
Ale czasem fajnie jest poczytać sobie ładne bajki.
I co jest bardzo ważne - to już taki komentarz na poważnie - nawet jeśli mam wątpliwości co do pomysłu, to jednak muszę i chcę przyznać: to jest naprawdę sensownie napisane. Nawet - co kiedyś wydawało mi się standardem ale najnowsze "bestsellery" pokazują, że standardów chyba już nie ma - otóż, ta powieść nawet została napisana w czasie przeszłym! Jako że należę do tych czytelników, których pierwszą reakcją na powieść w czasie teraźniejszym jest odruch obrzydzenia (no, jak można!), to naprawdę gratuluję. Gratuluję autorce, bo wśród powieści które ostatnio wpadły mi w ręce - to niestety rzadkość. Choć wydawałoby się, że podstawa ... 

Balsam dla duszy miłośnika kotów czyli 20/52



Ciężko opisać książkę, która towarzyszyła mi tak długo. "Balsam dla duszy miłośnika kotów" to prezent od "mojego" zespołu czyli osób z którymi pracuję, i które i śledzą, i kibicują moim zmaganiom z opieką nad (kiedyś) bezdomnymi kotami.

Książka, która dostarczyła mi wielu wzruszeń. Kilkadziesiąt krótkich opowieści autorstwa bardzo wielu i bardzo różnych ludzi, których łączy jedynie doświadczenie opieki nad kotem - własnym, bezdomnym lub przygarniętym. Opowieści, które chwytają za serce. Mam takie wrażenie, że przeczytać te wszystkie (jest ich tyle!) opowieści do końca może jedynie prawdziwy miłośnik kotów :) Nawet dla mnie nie było to łatwe, w każdym razie, nie przy "jednym podejściu". Ale pozostaję  zwolenniczką tej książki i zawartych w niej opowiadań. Kilka jest dla mnie naprawdę cennych - jak ta ciut zabawna "Wlazł kotek" dowodząca, że bezinteresowne dobro do nas wraca, szybciej niż moglibyśmy pomyśleć. Albo "Machiavelli" jako dowód na to, że to koty wybierają nas, a nie my ich. Albo opowieści o odchodzeniu, szczególnie "Kot który dał mi wiarę". Tak trudne, a jednak tak piękne. Jako opiekun dwóch pięknych i kochanych futrzaków chcę zachować to w sercu i pamięci, na ten czas, który kiedyś pewnie nadjedzie - choć dzisiaj nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić, że moich ukochanych kotów, szczególnie Larrego, może kiedyś już ze mną nie być.

Jeszcze jedna refleksja towarzysząca czytaniu tej książki - niezliczona ilość osób współpracowała przy jej napisaniu. Na końcu publikacji zamieszczono dwu-trzyzdaniową informację o każdej z nich. Przeczytałam wszystkie te opisy z narastającym zachwytem - większość z tych osób została opisana jako "pisarz, pisarka, autor, autorka". Wspaniałe poczucie obfitości pomysłów i talentów. Wykorzystywanych w praktyce. Mam nadzieję, że u nas też tak będzie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...