Nazwisko Alka Rogozińskiego jeszcze kilka dni temu nie mówiło mi kompletnie nic. Tak było dopóki nie wpadłam na pomysł przetestowania aplikacji do słuchania audiobooków. Ostatnio znowu podróżuję jakby trochę więcej - na dłuższe lub krótsze dystanse - i opcja słuchania przy okazji książek wydała mi się warta rozważenia.
Moim zamiarem było wysłuchanie kolejnej części kryminalnych historii rozgrywających się w okolicach Lipowa. Tyle tylko ... że akurat w tym katalogu nie znalazłam nic autorstwa Puzyńskiej. Stąd przypadkowy wybór lektury, którą był kryminał "Kto zabił Kopciuszka".
Doceniłam autora za wiele rzeczy.
Pierwsza to ciekawy sposób budowania historii. Autor zaczyna bowiem od pewnego rodzaju prologu, by potem cofnąć się w czasie i opowiedzieć jak bohaterowie znaleźli się w tej sytuacji, i doprowadzić historię do - szczęśliwego oczywiście - rozwiązania zagadki.
Druga to fakt, iż mimo że książka opowiada o morderstwie, to nie mamy tu do czynienia z dramatycznymi opisami zwłok ani sadystycznych działań zabójcy. Powiedziałabym, że to kryminał lekkiego kalibru, gdzie ważniejsza jest zagadka logiczna niż szczegółowe opisy zbrodni, po przebrnięciu przez które co wrażliwszy czytelnik ma mdłości lub nocne koszmary.
Trzecia to fabuła zbudowana w niecodzienny sposób. Oto główna bohaterka, poczytna autorka kryminałów, dość nieudolnie walczy z brakiem weny, a termin oddania kolejnej powieści zbliża się nieubłaganie... Wraz ze swoją przyjaciółką, również literatką, próbują wymyślić treść nowej książki, szukając kogo to Róża (bohaterka) mogłaby tym razem uśmiercić na kartach swojej powieści. Wymyślona przez nie naprędce fabuła w zabawny i zaskakujący sposób zaczyna przeplatać się z rzeczywistością, kiedy to bohaterki udają się na zorganizowany bal charytatywny, na którym ... no właśnie. Oczywiście, zdarza się coś niesłychanego, zagadkowe zabójstwo młodej kobiety i wygląda na to, że jest wiele, naprawdę wiele motywów, którymi mogli się kierować zaproszeni goście. Kto z nich jest więc mordercą? Pisarki postanawiają przeprowadzić własne śledztwo...
Napisałam że fabuła jest zabawna? Tak. Przyznam, że rzadko zdarza mi się śmiać podczas czytania kryminałów, ale tutaj śmiałam się bardzo często. Autor pisze w sposób zabawny. Nagromadził sporo wywołujących uśmiech porównań, które posłużyły do opisania poszczególnych bohaterów, nawet tych drugo czy trzecioplanowych. Częste są też śmieszne dialogi, będące wymianą uszczypliwości pomiędzy bohaterami. Efekt? Czytelnik się naprawdę nie nudzi.
No i ostatnia rzecz. Postaci. Były ciekawe i każda miała w sobie coś przekonywującego. Oraz bardzo konkretny motyw do zabicia ofiary...
To była naprawdę ciekawa powieść.
To była naprawdę ciekawa powieść.
Po tak przyjemnej lekturze, natychmiast sięgnęłam po wcześniejsze powieści pana Rogozińskiego, po to, by odkryć, że chyba zaczęłam poznawać jego twórczość od tej najciekawszej.
W ofercie katalogowej audiobooków były jeszcze dostępne:
"Pudełko z marzeniami" oraz "Biuro M", których pan Rogoziński jest współautorem (razem z Magdaleną Witkiewicz). Niestety, tym razem nie trafiłam dobrze.
Pierwsza powieść po prostu kompletnie minęła się z moim gustem i dość szybko ją wyłączyłam. Drugą z wymienionych wyłączyłam jeszcze szybciej, ponieważ nie dałam rady jej słuchać - ale tutaj jest to kwestia wyłącznie lektorki. Ten sam powód - lektorka choć już inna - sprawił, że nie wysłuchałam więcej niż kilka pierwszych minut powieści "Jak cię zabić, kochanie?". No nie, nie, nie. Są ludzie, którzy mają nieco wrażliwszy słuch, pamiętajcie wydawcy.
Ostatecznie wysłuchałam jeszcze tylko "Do trzech razy śmierć" i to właśnie ta powieść utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja poprzednia lektura była tą najciekawszą. Rozpoznałam tutaj tych samych głównych bohaterów, jeszcze w nieco innych sytuacjach życiowych, oraz ten sam schemat prowadzenia powieści - najpierw swoisty prolog, potem powolne dochodzenie detektywów-amatorów do odkrycia prawdy o mordercy. Ten sam dowcipny styl autora, choć ciągle nie tak zabawny jak w kolejnej powieści. Rozwiązanie zagadki nieco nużące i trochę zbyt zagmatwane. Całość całkiem jednak przyzwoita i świetnie zapowiadająca rozwijającego swój talent autora.
07/52 (2018)
08/52 (2018)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz