wtorek, 29 listopada 2016

Trixie Trader (18/52)


Trixie to imię głównej bohaterki, o której zapowiedź okładkowa zapewnia, że to "nowe wcielenie Bridget Jones". Spodziewając się przepełnionej humorem lekkostrawnej lektury rozczarowałam się bardzo. Jedyne co może łączyć Trixie z Bridget, poza językiem ojczystym, to pewne ograniczenie intelektualne bohaterki i  jej nieudolność w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Z tym, że głupiutką Bridget dało się lubić i czytelnik (a już zwłaszcza czytelniczka) bardzo jej kibicował, a głupota Trixie jest po prostu irytująca. Nie znam co prawda świata londyńskiej finansjery, ale opisy perypetii zawodowych Trixie, widziane z perspektywy osoby pracującej w biznesie, są trudne do potraktowania serio. A kiedy czytelnik ma poczucie, że fabuła kiepska, że to co miało być zaskakującym i zabawnym zwrotem akcji budzi uśmiech niedowierzania, to aż się czytać nie chce... 
Skoro jednak moje statystyki czytelnicze coraz słabsze, doczytałam do końca, uff. Nie polecam.


niedziela, 27 listopada 2016

Drugie życie książek

Ostatnio kupuję głównie książki z drugiej ręki - wciąż w dobrym stanie a już za grosze. Wiele takich ogłoszeń jest na portalach sprzedażowych. 
Zazwyczaj takie transakcje odbywają się bez większych emocji - ot, ktoś się przeprowadza i opróżnia regały, albo po prostu dana powieść nie przypadła mu do gustu. 
A jednak czasem jest inaczej. Oto co napisała do mnie poprzednia właścicielka jednej z książek. Liścik znalazłam dopiero w domu i bardzo się wzruszyłam...



Wieczna wiosna (17/52)


Sięgnęłam po tę powieść z tego samego powodu, co zwykle -  w przypadku polskich i nieznanych mi pisarzy jestem po prostu ciekawa talentu drzemiącego w naszym narodzie. Tym razem się nie rozczarowałam. Co prawda, gdybym kiedyś zrobiła podsumowanie najlepszych książek jakie przeczytałam w życiu, ta powieść by się w tym zestawieniu nie znalazła, ale ... 
Ale należy docenić niebanalny temat, ciekawych bohaterów i nietuzinkowe zakończenie. No bo jakże to - bez happy endu? Ano da się. Co prawda moim zdaniem to metafizyczne zakończenie, na jakie autorka się zdecydowała, średnio jej się udało i chętnie bym jej zadała szkolne pytanie doprecyzowujące słynnego typu "co autor miał na myśli". Mimo tego lekkiego zgrzytu na koniec, całą powieść oceniam pozytywnie. Od kwestii warsztatowych (powieść w czasie przeszłym - coraz większa rzadkość), po tematykę, zbudowane postaci i zaskakujący tytuł, którego kilka znaczeń odkrywałam w miarę zagłębiania się w losy bohaterów. 


O czym jest ta powieść? Przedstawia historię dojrzałej kobiety, wiodącej nieco nudne ale spokojne i poukładane życie, w którym realizuje się jako żona i matka dwójki dorosłych już dzieci. Niespodziewana i niekorzystna diagnoza lekarska pomaga jej zatrzymać się na chwilę, przewartościować wybory życiowe i daje odwagę podjęcia ważnych dla niej decyzji. Choć nie jest to książka z tych "siejących dobro", dających wsparcie i otuchę, pokazujących jaką szansą jest kryzys (tak jak zachwalana tutaj przeze mnie "Bóg nigdy nie mruga"), to jednak uważam, że to nieźle wymyślona i dobrze napisana powieść.

środa, 19 października 2016

Dobry rok (16/52)


Nudząc się okropnie któregoś wieczoru wyszukałam i obejrzałam film "Dobry rok". Zachwycona, i grą aktorską (w rolach głównych Russell Crowe oraz urocza Marion Cotillard), jak i pejzażami postanowiłam sięgnąć też po książkę. Książkę wydano już jakiś czas temu, tak więc aby ją kupić, trzeba było trochę poszukać. Tak właśnie odkryłam kolejne źródło tanich książek: portal czytamy.pl , na którym niektórzy czytelnicy mają ciekawe półeczki typu "sprzedam", "zamienię" ... Wspaniałe okazje!


Powieść pana Petera Mayle okazała się dość cieniutką książeczką, z fabułą nieco inną niż ta filmowa. Mimo to czytanie było dużą przyjemnością. Bohaterem jest Max, młody i ambitny Londyńczyk, ciężko pracujący na swoją pozycję w świecie finansów. Niespodziewanie otrzymuje on wiadomość o śmierci wuja, mieszkającego na stałe w malowniczej prowansalskiej wiosce, po którym dziedziczy starą posiadłość wraz z winnicą. Co dalej - chyba łatwo się domyślić. Piękne miejsce i jego mieszkańcy urzekają bohatera na tyle, że po wielu perypetiach decyduje się na zmianę ścieżki kariery i adresu. W tle ciekawa intryga, piękna Francuzka, francuska kuchnia i wino, urzekający klimat i niezwykłe opisy jeszcze bardziej niezwykłego miejsca. Czyta się jednym tchem.
Można się przy tym rozmarzyć, zwłaszcza jeśli się kiedyś bywało na południu Francji. Bo kto nie chciałby zostać spadkobiercą pięknej starej winnicy gdzieś w Prowansji, i siedzieć tak z książką przy stole we własnym ogrodzie, mając za plecami dostojną wiejską rezydencję a przed sobą pola równo zasadzonych winorośli. I kieliszek wina własnej produkcji w ręce. Ech ... 



wtorek, 18 października 2016

Siła nawyku (15/52)

"Siła nawyku", której autorem jest amerykański dziennikarz Charles Duhigg, to książka popularnonaukowa, zawierająca w sobie trochę socjologii, psychologii, reporterskiej pasji i ciekawych analiz. Podtytuł "Dlaczego robimy to, co robimy, i jak można to zmienić w życiu i biznesie" zasugerował mi nudny poradnik, a okazało się, że czyta się to jak najlepszą powieść. 

Nie sposób pisać o nawykach nie poświęcając sporej części publikacji na konieczne wprowadzenie teoretyczne, które pozwoli czytelnikom poznać i zrozumieć mechanizm powstawania i działania nawyków. Wszystkie te istotne treści autor sprytnie łączy z opisami różnych "przypadków", które wciągają czytelnika lepiej niż niejedna sensacyjna fabuła. Mając już pewną wiedzę teoretyczną, czytelnik może uważniej przyjrzeć się swoim własnym nawykom, przy okazji czytając niezwykłe historie badań nad pracą mózgu, także osób u których część mózgu uległa uszkodzeniu, a zakorzenione w nich nawyki przetrwały. 

Po nawykach jednostek, autor skupia się na nawykach organizacji. Po tym rozdziale nieco inaczej spojrzałam na własne miejsce pracy i na tych, którzy w nim odnoszą sukces oraz tych, którym się nie udaje, choć wydaje się że nie ma ku temu jednoznacznego powodu. Inspirujące było śledzenie nawyków, które wpłynęły na sukces (na przykładzie sieci Starbucks) lub katastrofę. Tego ostatniego dowiadujemy się z historii serii śmiertelnych pomyłek w amerykańskim szpitalu czy wielu zaniedbań wynikających ze złych nawyków pracowników londyńskiego metra, których rezultatem był tragiczny pożar. Nie sposób też pominąć aspektu badań marketingowych, dzięki którym wielkie korporacje mają o nas-konsumentach znacznie większą wiedzą niż moglibyśmy podejrzewać, a my zaś jesteśmy znacznie mniej autonomiczni w naszych konsumpcyjnych decyzjach niż nam się wydaje... Nie wierzycie? Przeczytajcie jak to się robi!

Kolejna część książki to opowieść o ruchach społecznych. Fascynująca część. Bo, jak słusznie zauważa autor, aresztowana w grudniu 1955 w Alabamie Rosa Parks nie była pierwszą Murzynką zatrzymaną za łamanie prawa o segregacji rasowej. Ale to dopiero to wydarzenie uruchomiło lawinę zmian. Czyli jednak był związek między nawykami społecznymi Rosy Parks a tym jak Martin Luter King rozszerzał skalę bojkotu społecznego...

Książkę kończy refleksja nad naszą odpowiedzialnością za nasze nawyki. Autor kontrastuje ze sobą dwie historie z życia, dwie opowieści o dwóch różnych nawykach, dwie zupełnie różne oceny społeczne skutków tych nawyków. Na koniec pan Duhigg proponuje - tym którzy zechcą taką próbę podjąć - autorefleksję i skuteczne przekształcenie niektórych z posiadanych nawyków na inne, lepiej im służące. 

Podsumowując - koniecznie! Bardzo dobra książka.


poniedziałek, 17 października 2016

Czytać czy nie czytać...

Już połowa października... To zapewne oznacza, że znowu nie zdążę przeczytać tych zaplanowanych 52 książek rocznie. Nie wiem jak inni to robią. Czy mają więcej czasu? Albo sprawniejsze mózgi? Może jeszcze gorszy gust literacki, więc czytają byle co? A może po prostu są lepiej zorganizowani lub bardziej zmotywowani...

Ja natomiast w czasie ostatnich kilku miesięcy mój kontakt z książkami ograniczyłam do ich ... nabywania. 
Nieco wcześniej udało mi się bowiem nabyć dwa regały, co z kolei pomogło mi zrozumieć, jak bardzo mało książek posiadam. 

Choć koty uwielbiają wspinać się po połowicznie pustych półkach, ja postanowiłam je trochę zapełnić, i to nie wydając zbyt dużo pieniędzy. Dzięki różnym portalom sprzedażowym zostałam ostatnio właścicielką kilkunastu książek z drugiej ręki, wszystkie w świetnym stanie i jeszcze lepszej cenie.

A teraz biorę się za czytanie! 

piątek, 8 lipca 2016

Mam na imię Lucy (14/52)


Jako dziecko kochałam czytanie książek. Bardziej niż cokolwiek innego w życiu. Ta pasja trwała dość długo, bo od serii "Poczytaj mi mamo" do czasów studiów. Wtedy moimi lekturami stały się wyłącznie lektury związane ze studiami i tak jakoś powoli pasja czytania we mnie zgasła.

Odżyła na nowo jakiś czas temu dzięki amerykańskiej autorce pani Elizabeth Strout. Przypadkiem trafiłam na jej książkę "Okruchy codzienności" (w późniejszych wydaniach przetłumaczone jako bliższe oryginałowi "Olive Kitteridge"). Ta spokojna i piękna powieść wstrząsnęła mną i sprawiła że znowu zaczęłam czytać. Choć z wyboru lektur nie do końca jestem dumna ;)

Najnowsza na polskim rynku wydawniczym powieść pani Strout "Mam na imię Lucy" niespodziewanie znalazła się w moich rękach - to jeden z najbardziej zdumiewających prezentów urodzinowych jakie otrzymałam w tym roku, a może i w całym dorosłym życiu. Nawet nie byłam świadoma, że cokolwiek poza "Olive..." w ogóle pojawiło się u nas! Podziękowania dla Ani, która podarowała mi tę powieść :)

Powieść tak prostą, że aż piękną. Krótką, nie przegadaną, zwyczajną, zaskakującą. O zwyczajnych ludziach, banalnych sytuacjach, nie do końca szczęśliwych dzieciństwach, rozczarowaniach i miłościach, i całej serii innych kompletnie niczym nie wyróżniających przeciętnych zdarzeniach, którym nigdy pewnie nie nadalibyśmy miana fabuły powieści. Bo powieść powinna być wspaniała, rozbudowana, zachwycająca, a nasze życie jest ... no właśnie inne. Z takich niczym nie wyróżniających się puzzli autorka tworzy obraz relacji, pociągający prostotą i zbieżnością z losami naszymi, naszych bliskich. Wszystko napisane lekko i bezpretensjonalnie. I tak zwyczajnie, jak zwyczajne mogą być losy zwykłych ludzi. Takich  jak my, jak ja, jak ty.

Powieść krótka, trochę lakoniczna. Pewnie nie będzie to moja ulubiona książka pani Strout - za bardzo zachwyciła mnie poprzednia - ale przeczytałam z przyjemnością. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...