sobota, 28 stycznia 2017

Sejf

Ta powieść to bardzo miłe zaskoczenie. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się za wiele, w końcu to kolejny debiut, w dodatku napisany (a może tylko podpisany?) przez znaną osobę - to może być byle co - tak myślałam...

 Pan Skielski skonstruował jednak intrygującą historię, mocno osadzoną w realiach - dodatkowo takie wrażenie potęgowała inspiracja autentycznymi wydarzeniami Polski ostatnich lat, które wplecione w fabułę nadawały jej wrażenie autentyczności. 
Historia zaczyna się bowiem od postaci pewnego szyfranta w Agencji Wywiadu, który w dziwnych okolicznościach znika. Po jakimś czasie przypadkowi mieszkańcy wioski na Podlasiu odnajdują zwłoki bez twarzy. Sprawą zajmuje się miejscowy glina, facet tuż przed emeryturą, pragnący jedynie dotrwać do niej bezboleśnie, brak tego bólu zapewniając sobie alkoholem. Oczywiście bardzo szybko zostaje odsunięty od śledztwa, którym mają się zająć odpowiednie służby. Policjant nie jest zainteresowany przeszkadzaniem wysoko postawionym ludziom, w trosce o swój własny los i ową emeryturę, ale jednak zadziera z nimi. Dzieje się tak również z powodu drugiego bohatera, którym jest sfrustrowany dziennikarz telewizyjny. Ten to, po kłótni ze swoim naczelnym (swoją drogą - wspaniały opis i naczelnego, i kłótni! Uśmiałam się na samo tylko wyobrażenie, kto mógł być tutaj inspiracją dla autora - byłego dziennikarza TVN ...) dostaje do zrealizowania reportaż o szeptuchach i tak oto zjawia się przypadkowo ze swoją ekipą i kamerami nad tym samym jeziorem, z którego właśnie wyłowiono zwłoki domniemanego szyfranta... Obaj panowie są więc mimowolnie włączeni w śledztwo i -wbrew prowadzącym je oficjalnie służbom - podejmują ryzyko próbując przyjrzeć się sprawie nieco bliżej ...
Autor lekkim piórem poprowadził opowieść o charakterze szpiegowsko-kryminalnym, zaciekawiając czytelnika kolejnymi wątkami. Umiejętnie zbudował atmosferę prawdziwego thrillera pokazaniem świata w którym służby nie przebierają w środkach, pozwalając czytelnikowi odkrywać coraz głębsze tajemnice obu bohaterów i jak się okazuje na sam koniec - wodząc go zupełnie za nos. Zakończenie było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Brawo! 

Autor napisał jeszcze 2 powieści będące kontynuacją "Sejfu": "Obraz kontrolny" oraz "Sejf 3. Gniazdo kruka" a w roku 2016 "Zapach suszy" który z opisu zapowiada się jako początek nowej serii. Już sprawdziłam co z tego jest dostępne w mojej bibliotece dzielnicowej... :)

21/52 (jeszcze z 2016 roku)

sobota, 7 stycznia 2017

Tymczasem

Kilka tygodni temu, będąc w galerii handlowej, wpadłam na moment do sieciowej księgarni. Tyle ostatnio kupuję książek z drugiej ręki, że z ciekawości zajrzałam co tam teraz na półkach nowego. Mój wzrok przykuły nowości ładnie wyeksponowane w przejściu, pewnie ten regalik ma jakąś fachową nazwę w świecie marketingu. 
I właśnie o marketingowcach pomyślałam z pogardą patrząc na obwolutę powieści "Tymczasem" obwieszczającą całemu światu iluż to znanych ludzi poleca tę pozycję. Czy to kogoś zachęca do kupienia książki?? Wzięłam do ręki ... i natychmiast kupiłam. Sama się z tej sytuacji teraz śmieję.

Ale to nie nazwiska promujące książkę przekonały mnie do zakupu. Zachęcił mnie opis z zapowiedzi okładkowej, w którym odnalazłam część mojej własnej historii. To jest "opowieść o kobiecie (nie zawsze sukcesu)". Główna bohaterka, choć kompletnie ode mnie różna, ma jednak ze mną trochę wspólnego. Żeby zachować jakąś anonimowość nie będę opisywać jak dużo... 
Uważana jest za osobę, która odniosła zawodowy sukces, choć tylko ona wie, że to tylko pozory na które nabiera się nawet najbliższa rodzina. Wskutek pewnych niespodziewanych okoliczności, nie mając gdzie spędzić świąt, decyduje się na wyjazd ze "skąpanej w złudzeniach Warszawy do otulonego smogiem Krakowa" by skorzystać z mieszkania dawnego przyjaciela. Korzystając z okazji chce odwiedzić dawno nie wdzianego wuja, który wiele lat temu pomógł jej w podjęciu ważnych decyzji i zdobyciu wykształcenia. Ten wyjazd - to już wiem po przeczytaniu lektury - zmienia na zawsze życie bohaterki.

Ponieważ też jestem teraz na etapie pewnych decyzji życiowych, bardzo mi odpowiadała taka właśnie lektura, dość lekka a jednak dająca mi sporo do myślenia poprzez tę przypadkową zbieżność losów głównej bohaterki i moich. Nie jestem też w stanie obiektywnie ocenić tej książki. Mnie się bardzo spodobała!


20/52 (jeszcze z 2016 roku)

środa, 30 listopada 2016

Nigdy w życiu ! (19 z 52)

Po przeczytaniu tej książki mam ochotę krzyknąć "Nigdy w życiu ... nie sięgnę już po taką książkę!". Ledwo dotarłam do końca, a wynudziłam się przy tym strasznie. 
Kojarzyłam Katarzynę Grocholę jako symbol pisarzy, którym "się udało" - należy ponoć do grona tych powieściopisarzy, którzy sprzedają tyle egzemplarzy, że mogą się utrzymywać wyłącznie z pisania. W Polsce wciąż rzadkość i ponoć nie przydarza się to nawet laureatom słynnych konkursów literackich. A pani Grocholi - tak.
Tak więc spodziewałam się, że bestseller tak znanej polskiej pisarki będzie naprawdę dobrze napisany. Nie jest. Brak konsekwencji w narracji, bylejakość, poszarpane, krótkie zdania, naiwna fabuła. Ta książka może jednak mieć niezły aspekt motywacyjny dla początkujących pisarzy - jeśli taką pozycję ktoś napisał, ktoś inny wydał, a tylu pozostałych wliczając mnie samą kupiło - to i dla Was jest nadzieja. Odwagi ;)

wtorek, 29 listopada 2016

Trixie Trader (18/52)


Trixie to imię głównej bohaterki, o której zapowiedź okładkowa zapewnia, że to "nowe wcielenie Bridget Jones". Spodziewając się przepełnionej humorem lekkostrawnej lektury rozczarowałam się bardzo. Jedyne co może łączyć Trixie z Bridget, poza językiem ojczystym, to pewne ograniczenie intelektualne bohaterki i  jej nieudolność w życiu zawodowym, jak i prywatnym. Z tym, że głupiutką Bridget dało się lubić i czytelnik (a już zwłaszcza czytelniczka) bardzo jej kibicował, a głupota Trixie jest po prostu irytująca. Nie znam co prawda świata londyńskiej finansjery, ale opisy perypetii zawodowych Trixie, widziane z perspektywy osoby pracującej w biznesie, są trudne do potraktowania serio. A kiedy czytelnik ma poczucie, że fabuła kiepska, że to co miało być zaskakującym i zabawnym zwrotem akcji budzi uśmiech niedowierzania, to aż się czytać nie chce... 
Skoro jednak moje statystyki czytelnicze coraz słabsze, doczytałam do końca, uff. Nie polecam.


niedziela, 27 listopada 2016

Drugie życie książek

Ostatnio kupuję głównie książki z drugiej ręki - wciąż w dobrym stanie a już za grosze. Wiele takich ogłoszeń jest na portalach sprzedażowych. 
Zazwyczaj takie transakcje odbywają się bez większych emocji - ot, ktoś się przeprowadza i opróżnia regały, albo po prostu dana powieść nie przypadła mu do gustu. 
A jednak czasem jest inaczej. Oto co napisała do mnie poprzednia właścicielka jednej z książek. Liścik znalazłam dopiero w domu i bardzo się wzruszyłam...



Wieczna wiosna (17/52)


Sięgnęłam po tę powieść z tego samego powodu, co zwykle -  w przypadku polskich i nieznanych mi pisarzy jestem po prostu ciekawa talentu drzemiącego w naszym narodzie. Tym razem się nie rozczarowałam. Co prawda, gdybym kiedyś zrobiła podsumowanie najlepszych książek jakie przeczytałam w życiu, ta powieść by się w tym zestawieniu nie znalazła, ale ... 
Ale należy docenić niebanalny temat, ciekawych bohaterów i nietuzinkowe zakończenie. No bo jakże to - bez happy endu? Ano da się. Co prawda moim zdaniem to metafizyczne zakończenie, na jakie autorka się zdecydowała, średnio jej się udało i chętnie bym jej zadała szkolne pytanie doprecyzowujące słynnego typu "co autor miał na myśli". Mimo tego lekkiego zgrzytu na koniec, całą powieść oceniam pozytywnie. Od kwestii warsztatowych (powieść w czasie przeszłym - coraz większa rzadkość), po tematykę, zbudowane postaci i zaskakujący tytuł, którego kilka znaczeń odkrywałam w miarę zagłębiania się w losy bohaterów. 


O czym jest ta powieść? Przedstawia historię dojrzałej kobiety, wiodącej nieco nudne ale spokojne i poukładane życie, w którym realizuje się jako żona i matka dwójki dorosłych już dzieci. Niespodziewana i niekorzystna diagnoza lekarska pomaga jej zatrzymać się na chwilę, przewartościować wybory życiowe i daje odwagę podjęcia ważnych dla niej decyzji. Choć nie jest to książka z tych "siejących dobro", dających wsparcie i otuchę, pokazujących jaką szansą jest kryzys (tak jak zachwalana tutaj przeze mnie "Bóg nigdy nie mruga"), to jednak uważam, że to nieźle wymyślona i dobrze napisana powieść.

środa, 19 października 2016

Dobry rok (16/52)


Nudząc się okropnie któregoś wieczoru wyszukałam i obejrzałam film "Dobry rok". Zachwycona, i grą aktorską (w rolach głównych Russell Crowe oraz urocza Marion Cotillard), jak i pejzażami postanowiłam sięgnąć też po książkę. Książkę wydano już jakiś czas temu, tak więc aby ją kupić, trzeba było trochę poszukać. Tak właśnie odkryłam kolejne źródło tanich książek: portal czytamy.pl , na którym niektórzy czytelnicy mają ciekawe półeczki typu "sprzedam", "zamienię" ... Wspaniałe okazje!


Powieść pana Petera Mayle okazała się dość cieniutką książeczką, z fabułą nieco inną niż ta filmowa. Mimo to czytanie było dużą przyjemnością. Bohaterem jest Max, młody i ambitny Londyńczyk, ciężko pracujący na swoją pozycję w świecie finansów. Niespodziewanie otrzymuje on wiadomość o śmierci wuja, mieszkającego na stałe w malowniczej prowansalskiej wiosce, po którym dziedziczy starą posiadłość wraz z winnicą. Co dalej - chyba łatwo się domyślić. Piękne miejsce i jego mieszkańcy urzekają bohatera na tyle, że po wielu perypetiach decyduje się na zmianę ścieżki kariery i adresu. W tle ciekawa intryga, piękna Francuzka, francuska kuchnia i wino, urzekający klimat i niezwykłe opisy jeszcze bardziej niezwykłego miejsca. Czyta się jednym tchem.
Można się przy tym rozmarzyć, zwłaszcza jeśli się kiedyś bywało na południu Francji. Bo kto nie chciałby zostać spadkobiercą pięknej starej winnicy gdzieś w Prowansji, i siedzieć tak z książką przy stole we własnym ogrodzie, mając za plecami dostojną wiejską rezydencję a przed sobą pola równo zasadzonych winorośli. I kieliszek wina własnej produkcji w ręce. Ech ... 



wtorek, 18 października 2016

Siła nawyku (15/52)

"Siła nawyku", której autorem jest amerykański dziennikarz Charles Duhigg, to książka popularnonaukowa, zawierająca w sobie trochę socjologii, psychologii, reporterskiej pasji i ciekawych analiz. Podtytuł "Dlaczego robimy to, co robimy, i jak można to zmienić w życiu i biznesie" zasugerował mi nudny poradnik, a okazało się, że czyta się to jak najlepszą powieść. 

Nie sposób pisać o nawykach nie poświęcając sporej części publikacji na konieczne wprowadzenie teoretyczne, które pozwoli czytelnikom poznać i zrozumieć mechanizm powstawania i działania nawyków. Wszystkie te istotne treści autor sprytnie łączy z opisami różnych "przypadków", które wciągają czytelnika lepiej niż niejedna sensacyjna fabuła. Mając już pewną wiedzę teoretyczną, czytelnik może uważniej przyjrzeć się swoim własnym nawykom, przy okazji czytając niezwykłe historie badań nad pracą mózgu, także osób u których część mózgu uległa uszkodzeniu, a zakorzenione w nich nawyki przetrwały. 

Po nawykach jednostek, autor skupia się na nawykach organizacji. Po tym rozdziale nieco inaczej spojrzałam na własne miejsce pracy i na tych, którzy w nim odnoszą sukces oraz tych, którym się nie udaje, choć wydaje się że nie ma ku temu jednoznacznego powodu. Inspirujące było śledzenie nawyków, które wpłynęły na sukces (na przykładzie sieci Starbucks) lub katastrofę. Tego ostatniego dowiadujemy się z historii serii śmiertelnych pomyłek w amerykańskim szpitalu czy wielu zaniedbań wynikających ze złych nawyków pracowników londyńskiego metra, których rezultatem był tragiczny pożar. Nie sposób też pominąć aspektu badań marketingowych, dzięki którym wielkie korporacje mają o nas-konsumentach znacznie większą wiedzą niż moglibyśmy podejrzewać, a my zaś jesteśmy znacznie mniej autonomiczni w naszych konsumpcyjnych decyzjach niż nam się wydaje... Nie wierzycie? Przeczytajcie jak to się robi!

Kolejna część książki to opowieść o ruchach społecznych. Fascynująca część. Bo, jak słusznie zauważa autor, aresztowana w grudniu 1955 w Alabamie Rosa Parks nie była pierwszą Murzynką zatrzymaną za łamanie prawa o segregacji rasowej. Ale to dopiero to wydarzenie uruchomiło lawinę zmian. Czyli jednak był związek między nawykami społecznymi Rosy Parks a tym jak Martin Luter King rozszerzał skalę bojkotu społecznego...

Książkę kończy refleksja nad naszą odpowiedzialnością za nasze nawyki. Autor kontrastuje ze sobą dwie historie z życia, dwie opowieści o dwóch różnych nawykach, dwie zupełnie różne oceny społeczne skutków tych nawyków. Na koniec pan Duhigg proponuje - tym którzy zechcą taką próbę podjąć - autorefleksję i skuteczne przekształcenie niektórych z posiadanych nawyków na inne, lepiej im służące. 

Podsumowując - koniecznie! Bardzo dobra książka.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...