Rok 2017 zaczął się zupełnie inaczej, jeśli chodzi o moje czytanie. A to głównie dlatego, że zaczęłam od czytania, a nie od deklarowania ile to ja bym chciała w tym roku przeczytać ...
Oczywiście chciałabym przeczytać dużo książek i nawet częściowo wiem jakie, ale ... jak do tej pory moje zdefiniowane plany zawsze mocno się rozmijały z rzeczywistością. Z zamierzonych 52 pozycji w roku 2015 udało się przeczytać 29, a rok 2016 zamknęłam z listą 21 przeczytanych książek.
Tym razem nie miałam już siły na konstruowanie kolejnych wyzwań. Po prostu sobie czytam...
I tak oto mija czwarty tydzień nowego roku, a ja mam przeczytanych już 5 książek, co daje 1,25 książki tygodniowo. Analityczny umysł od razu podpowiada - gdyby utrzymać takie tempo to 52 tygodni powinno zaowocować listą 65 książek. Niemożliwe! A może jednak?
Zobaczymy. Konkretnych planów jednak nie robię, nauczona doświadczeniem z lat poprzednich. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić jak wyglądały moje ambitne i nie zrealizowane plany czytelnicze z lat poprzednich, to polecam: rok 2015 i rok 2016 - o tu to poszalałam ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz