Mimo iż poprzednia (i moja pierwsza) powieść pana Mroza nie okazała się takim arcydziełem jakiego się spodziewałam, od razu przystąpiłam do czytania kolejnej wypożyczonej na krótki czas powieści pt. "Behawiorysta".
Jednego nie można autorowi odmówić - te książki czyta się dość szybko. Mimo to "Behawiorysta" okazał się jednak jeszcze większym rozczarowaniem.
Powieść zaczyna się mocnym akcentem jakim jest wzięcie przedszkolaków za zakładników. Zaalarmowana policja i prokuratura zjawiają się na miejscu, tak samo jak tłumy mieszkańców Opola (gdzie rozgrywa się akcja) oraz ... emerytowany prokurator Edling zwany Behawiorystą. Przekonany, że mógłby być bardzo pomocny w rozwikłaniu zagadki, nie jest jednak dopuszczany do sprawy ze względu na bulwersujące okoliczności zakończenia kariery. Nie znamy tych okoliczności zbyt szczegółowo, autor wielokrotnie ale dość lakonicznie wspomina że od czasu "sprawy z dziewczyną" nikt z byłych współpracowników bohatera nie chce mieć z nim nic wspólnego.

Tymczasem dzieci są przetrzymywane, a w internecie pojawia się transmisja live z przedszkola. Okazuje się, że porywacz ma coś do przekazania społeczności i to temu celowi ma służyć cała akcja. Podobnie jak wszystkie pozostałe szokujące czynności, które porywacz starannie zaplanował... Bezradni stróże prawa dopuszczają w końcu do toczącego się śledztwa Behawiorystę, licząc że jego niezwykłe umiejętności odczytywania mowy ciała przydadzą się by na podstawie internetowych transmisji z miejsca zbrodni zidentyfikować porywacza...
Nie będę opisywać całej skomplikowanej fabuły, bo w tej powieści dzieje się, oj dużo się dzieje. Nie znajdziemy tu jednak nic więcej niż kilka znanych schematów (zakładnicy, transmisje, zemsta za doznane krzywdy, że nie wspomnę o źródłach dewiacji mordercy) i rozczarowujące zakończenie. Może i na losy samego Behawiorysty autor znalazł niesztampowy pomysł, ale żeby rozwiązanie samej zagadki było zaskakujące powinno być choć trochę prawdopodobne. Na niekorzyść odczytuję też dużą ilość wątków i wydarzeń, z których niektóre kompletnie nic nie wnoszą - tak jak budowane napięcie wokół przeszłości prokuratora i tajemniczej "sprawy z dziewczyną"- szokujący powód jego dyscyplinarnego zwolnienia okazał się być niezrozumiałym wręcz epizodem. Dorzućmy do tego sporą ilość przemocy, w tym także tej wobec dzieci - to wszytko powoduje, że trudno uznać "Behawiorystę" za dobrą lekturę. Ta powieść jest ciekawa wyłącznie na początku, tak długo jak czytelnik zastanawia się czy bohater-morderca działa sam, czy też ma pomocnika-brata bliźniaka. Potem to już tylko pustosłowie okraszone opisami strasznych przestępstw. Szkoda czasu.
Obie książki już dawno z powrotem w bibliotece, więcej po twórczość pana Mroza sięgać nie zamierzam. I tylko nie rozumiem tego fenomenu, tych ochów i achów. Marketing? Zachwyt nad tempem pisania książek? Czy może autor napisał jednak coś dobrego i ta jedna pozycja mi umknęła?
3/52 (2017)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz