wtorek, 31 stycznia 2017

Behawiorysta

Mimo iż poprzednia (i moja pierwsza) powieść pana Mroza nie okazała się takim arcydziełem jakiego się spodziewałam, od razu przystąpiłam do czytania kolejnej wypożyczonej na krótki czas powieści pt. "Behawiorysta". 
Jednego nie można autorowi odmówić - te książki czyta się dość szybko. Mimo to "Behawiorysta" okazał się jednak jeszcze większym rozczarowaniem. 

Powieść zaczyna się mocnym akcentem jakim jest wzięcie przedszkolaków za zakładników. Zaalarmowana policja i prokuratura zjawiają się na miejscu, tak samo jak tłumy mieszkańców Opola (gdzie rozgrywa się akcja) oraz ... emerytowany prokurator Edling zwany Behawiorystą. Przekonany, że mógłby być bardzo pomocny w rozwikłaniu zagadki, nie jest jednak dopuszczany do sprawy ze względu na bulwersujące okoliczności zakończenia kariery. Nie znamy tych okoliczności zbyt szczegółowo, autor wielokrotnie ale dość lakonicznie wspomina że od czasu "sprawy z dziewczyną" nikt z byłych współpracowników bohatera nie chce mieć z nim nic wspólnego. 

Tymczasem dzieci są przetrzymywane, a w internecie pojawia się transmisja live z przedszkola. Okazuje się, że porywacz ma coś do przekazania społeczności i to temu celowi ma służyć cała akcja. Podobnie jak wszystkie pozostałe szokujące czynności, które porywacz starannie zaplanował... Bezradni stróże prawa dopuszczają w końcu do toczącego się śledztwa Behawiorystę, licząc że jego niezwykłe umiejętności odczytywania mowy ciała przydadzą się by na podstawie internetowych transmisji z miejsca zbrodni zidentyfikować porywacza...

Nie będę opisywać całej skomplikowanej fabuły, bo w tej powieści dzieje się, oj dużo się dzieje. Nie znajdziemy tu jednak nic więcej niż kilka znanych schematów (zakładnicy, transmisje, zemsta za doznane krzywdy, że nie wspomnę o źródłach dewiacji mordercy) i rozczarowujące zakończenie. Może i na losy samego Behawiorysty autor znalazł niesztampowy pomysł, ale żeby rozwiązanie samej zagadki było zaskakujące powinno być choć trochę prawdopodobne. Na niekorzyść odczytuję też dużą ilość wątków i wydarzeń, z których niektóre kompletnie nic nie wnoszą - tak jak budowane napięcie wokół przeszłości prokuratora i tajemniczej "sprawy z dziewczyną"- szokujący powód jego dyscyplinarnego zwolnienia okazał się być niezrozumiałym wręcz epizodem. Dorzućmy do tego sporą ilość przemocy, w tym także tej wobec dzieci - to wszytko powoduje, że trudno uznać "Behawiorystę" za dobrą lekturę. Ta powieść jest ciekawa wyłącznie na początku, tak długo jak czytelnik zastanawia się czy bohater-morderca działa sam, czy też ma pomocnika-brata bliźniaka. Potem to już tylko pustosłowie okraszone opisami strasznych przestępstw. Szkoda czasu.

Obie książki już dawno z powrotem w bibliotece, więcej po twórczość pana Mroza sięgać nie zamierzam. I tylko nie rozumiem tego fenomenu, tych ochów i achów. Marketing? Zachwyt nad tempem pisania książek? Czy może autor napisał jednak coś dobrego i ta jedna pozycja mi umknęła?

3/52 (2017)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zaginięcie

Mam wrażenie, że Remigiusz Mróz to teraz bardzo modne nazwisko - tyle razy natchnęłam się na zachwyty jego powieściami wyrażane przez członków różnych grup czytelniczych na portalach społecznościowych, że aż poczułam iż coś ważnego w literaturze polskiej ostatnich czasów mi umknęło. Postanowiłam to natychmiast nadrobić i w filiach biblioteki dzielnicowej wyszukałam dostępne od ręki pozycje tego autora. Tylko dwie na naprawdę wiele egzemplarzy licznych tytułów... To też coś mówi.

"Zaginięcie" to moja pierwsza lektura. Dowiedziałam się, iż mimo że jest to kolejny tom cyklu opisującego przygody tych samych bohaterów, to jednak każda powieść stanowi na tyle zamkniętą całość, że można bez większej szkody czytać te książki w przypadkowej kolejności. 

Bohaterami są Chyłka i Zordon - dwoje prawników usiłujących wybronić swoich klientów z bardzo trudnej sprawy. Są oni oskarżeni o zabójstwo swojej małej córeczki. Nie znaleziono ciała dziecka, ale wszystkie poszlaki wskazują na rodziców. Brak jest jakichkolwiek śladów udziału innych osób, a system zabezpieczeń ich domu, z którego w nocy zniknęła dziewczynka, praktycznie wyklucza możliwość wejścia do domu obcych ludzi. Oboje rodzice oczywiście utrzymują że są niewinni, a kolejne rozdziały pozwalają dwójce adwokatów odkrywać nowe aspekty tej zagadki.

Brzmi bardzo intrygująco, ale w praktyce lektura podobała mi się średnio. Nie polubiłam głównych bohaterów ale zazwyczaj cenię autorów tworzących antypatyczne postaci. Plusem powieści na pewno był pomysł autora na konkretne wydarzenia (teraz mini spoiler...), które odwróciły przebieg rozprawy i plany obrońców. Cała reszta jednak wydała mi się mocno nieciekawa i nieautentyczna. Fabuła, która początkowo trzymała w napięciu, stawała się coraz bardziej powolną i nużącą, tak jakby już brakowało autorowi siły na utrzymanie tempa akcji aż do końca. Sam moment w którym czytelnik poznaje wreszcie wszystkie szczegóły tego, co zdarzyło się feralnej nocy w domku nad jeziorem, jest napisany tak, jakby autor już od niechcenia dodawał ten niezbędny na końcu element. Najgorsze wrażenie robił jednak opis rozprawy, jakby za bardzo inspirowany rzeczywistością amerykańskich thrillerów prawniczych. Może się mylę, ale według mojej wiedzy w Polsce nie mamy rozpraw prowadzonych w takim tempie (mam na myśli daty kolejnych posiedzeń sądu), tak więc ramy czasowe w które autor zamknął swoją opowieść odebrały całości jakiekolwiek wrażenie autentyczności. 
Podsumowując - jakby nieco przereklamowane...

2/52 (2017)

niedziela, 29 stycznia 2017

Plany czytelnicze ...

Rok 2017 zaczął się zupełnie inaczej, jeśli chodzi o moje czytanie. A to głównie dlatego, że zaczęłam od czytania, a nie od deklarowania ile to ja bym chciała w tym roku przeczytać ...

Oczywiście chciałabym przeczytać dużo książek i nawet częściowo wiem jakie, ale ... jak do tej pory moje zdefiniowane plany zawsze mocno się rozmijały z rzeczywistością. Z zamierzonych 52 pozycji w roku 2015 udało się przeczytać 29, a rok 2016 zamknęłam z listą 21 przeczytanych książek. 

Tym razem nie miałam już siły na konstruowanie kolejnych wyzwań. Po prostu sobie czytam...

I tak oto mija czwarty tydzień nowego roku, a ja mam przeczytanych już 5 książek, co daje 1,25 książki tygodniowo. Analityczny umysł od razu podpowiada - gdyby utrzymać takie tempo to 52 tygodni powinno zaowocować listą 65 książek. Niemożliwe! A może jednak?

Zobaczymy. Konkretnych planów jednak nie robię, nauczona doświadczeniem z lat poprzednich. Jeśli ktoś chciałby sprawdzić jak wyglądały moje ambitne i nie zrealizowane plany czytelnicze z lat poprzednich, to polecam: rok 2015 i rok 2016 - o tu to poszalałam ;)

A ja idę czytać dalej :)

Noc ognia


Przekornie wybrałam książkę o takim tytule na spędzenie ostatniego Sylwestra. "Noc ognia" nie jest jednak powieścią o imprezach i fajerwerkach, lecz świadectwem człowieka, który uwierzył. Autor nie ukrywa, że jest to opowieść o jego własnych przeżyciach, do której spisania długo dojrzewał. Sam tytuł zainspirowany jest nocą nawrócenia francuskiego filozofa Pascala ("la nuit de feu"). 

Młody doktorant filozofii, pracujący dorywczo jako scenarzysta przygotowywanego filmu o Karolu de Foucault wyrusza wraz z reżyserem na wycieczkę po pustyni, śladami mnicha. Cały ten wysiłek nie ma na celu pogłębienia życia duchowego, a jedynie wyszukanie najlepszej scenerii do kręcenia zdjęć przyszłej produkcji. W czasie kilkudniowego marszu po pustyni młody Eric-Emmanuel gubi się i spędza samotną noc, dzięki której może odkryć Bożą obecność. "Czasem trzeba się zgubić, aby się odnaleźć", "Nie można pójść na pustynię i wrócić jako ta sama osoba" podsumowuje zapowiedź okładkowa. 

Nie jest to porażająca głębią opowieść. W tej historii wciąż bardziej słychać filozofa niż neofitę - to moje subiektywne wrażenie. Sam autor jednak wyznaje: "Urodziłem się dwa razy: raz w Lyonie w 1960 roku, raz na Saharze w roku 1989." I jeszcze "Jedna noc na ziemi przepełniła mnie radością na całe życie.". Choćby dlatego warto poznać historię, która zmieniła jego życie, odcisnęła piętno na jego pisarstwie i na opisanie której potrzebował aż 25 lat...

1/52 (2017)

sobota, 28 stycznia 2017

Sejf

Ta powieść to bardzo miłe zaskoczenie. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się za wiele, w końcu to kolejny debiut, w dodatku napisany (a może tylko podpisany?) przez znaną osobę - to może być byle co - tak myślałam...

 Pan Skielski skonstruował jednak intrygującą historię, mocno osadzoną w realiach - dodatkowo takie wrażenie potęgowała inspiracja autentycznymi wydarzeniami Polski ostatnich lat, które wplecione w fabułę nadawały jej wrażenie autentyczności. 
Historia zaczyna się bowiem od postaci pewnego szyfranta w Agencji Wywiadu, który w dziwnych okolicznościach znika. Po jakimś czasie przypadkowi mieszkańcy wioski na Podlasiu odnajdują zwłoki bez twarzy. Sprawą zajmuje się miejscowy glina, facet tuż przed emeryturą, pragnący jedynie dotrwać do niej bezboleśnie, brak tego bólu zapewniając sobie alkoholem. Oczywiście bardzo szybko zostaje odsunięty od śledztwa, którym mają się zająć odpowiednie służby. Policjant nie jest zainteresowany przeszkadzaniem wysoko postawionym ludziom, w trosce o swój własny los i ową emeryturę, ale jednak zadziera z nimi. Dzieje się tak również z powodu drugiego bohatera, którym jest sfrustrowany dziennikarz telewizyjny. Ten to, po kłótni ze swoim naczelnym (swoją drogą - wspaniały opis i naczelnego, i kłótni! Uśmiałam się na samo tylko wyobrażenie, kto mógł być tutaj inspiracją dla autora - byłego dziennikarza TVN ...) dostaje do zrealizowania reportaż o szeptuchach i tak oto zjawia się przypadkowo ze swoją ekipą i kamerami nad tym samym jeziorem, z którego właśnie wyłowiono zwłoki domniemanego szyfranta... Obaj panowie są więc mimowolnie włączeni w śledztwo i -wbrew prowadzącym je oficjalnie służbom - podejmują ryzyko próbując przyjrzeć się sprawie nieco bliżej ...
Autor lekkim piórem poprowadził opowieść o charakterze szpiegowsko-kryminalnym, zaciekawiając czytelnika kolejnymi wątkami. Umiejętnie zbudował atmosferę prawdziwego thrillera pokazaniem świata w którym służby nie przebierają w środkach, pozwalając czytelnikowi odkrywać coraz głębsze tajemnice obu bohaterów i jak się okazuje na sam koniec - wodząc go zupełnie za nos. Zakończenie było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Brawo! 

Autor napisał jeszcze 2 powieści będące kontynuacją "Sejfu": "Obraz kontrolny" oraz "Sejf 3. Gniazdo kruka" a w roku 2016 "Zapach suszy" który z opisu zapowiada się jako początek nowej serii. Już sprawdziłam co z tego jest dostępne w mojej bibliotece dzielnicowej... :)

21/52 (jeszcze z 2016 roku)

sobota, 7 stycznia 2017

Tymczasem

Kilka tygodni temu, będąc w galerii handlowej, wpadłam na moment do sieciowej księgarni. Tyle ostatnio kupuję książek z drugiej ręki, że z ciekawości zajrzałam co tam teraz na półkach nowego. Mój wzrok przykuły nowości ładnie wyeksponowane w przejściu, pewnie ten regalik ma jakąś fachową nazwę w świecie marketingu. 
I właśnie o marketingowcach pomyślałam z pogardą patrząc na obwolutę powieści "Tymczasem" obwieszczającą całemu światu iluż to znanych ludzi poleca tę pozycję. Czy to kogoś zachęca do kupienia książki?? Wzięłam do ręki ... i natychmiast kupiłam. Sama się z tej sytuacji teraz śmieję.

Ale to nie nazwiska promujące książkę przekonały mnie do zakupu. Zachęcił mnie opis z zapowiedzi okładkowej, w którym odnalazłam część mojej własnej historii. To jest "opowieść o kobiecie (nie zawsze sukcesu)". Główna bohaterka, choć kompletnie ode mnie różna, ma jednak ze mną trochę wspólnego. Żeby zachować jakąś anonimowość nie będę opisywać jak dużo... 
Uważana jest za osobę, która odniosła zawodowy sukces, choć tylko ona wie, że to tylko pozory na które nabiera się nawet najbliższa rodzina. Wskutek pewnych niespodziewanych okoliczności, nie mając gdzie spędzić świąt, decyduje się na wyjazd ze "skąpanej w złudzeniach Warszawy do otulonego smogiem Krakowa" by skorzystać z mieszkania dawnego przyjaciela. Korzystając z okazji chce odwiedzić dawno nie wdzianego wuja, który wiele lat temu pomógł jej w podjęciu ważnych decyzji i zdobyciu wykształcenia. Ten wyjazd - to już wiem po przeczytaniu lektury - zmienia na zawsze życie bohaterki.

Ponieważ też jestem teraz na etapie pewnych decyzji życiowych, bardzo mi odpowiadała taka właśnie lektura, dość lekka a jednak dająca mi sporo do myślenia poprzez tę przypadkową zbieżność losów głównej bohaterki i moich. Nie jestem też w stanie obiektywnie ocenić tej książki. Mnie się bardzo spodobała!


20/52 (jeszcze z 2016 roku)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...