
Właścicielką książki "Wielbiciel" autorstwa pani Charlotte Link zostałam - a jakżeby inaczej - przypadkowo. Wrzuciłam ją do koszyka podczas ostatnich zakupów spożywczych przed moją przeprowadzką. Pamiętając jak długi był proces rozpakowywania się po poprzednich przenosinach stwierdziłam, że dobrze będzie mieć pod ręką niewielką rozmiarami książkę - przeczytam prawie zanim dokopię się do pudła zawierającego książki... A poza tym byłam ciekawa twórczości pani Link, bo żadnej z jej powieści wcześniej nie czytałam.

Powieść jako odskocznia po przeprowadzce i ciężkim dniu rozpakowywania najbardziej potrzebnych rzeczy sprawdziła się wyśmienicie. Zrobiła też dobre wrażenie - nieźle napisana (historia opowiedziana w czasie przeszłym - uwielbiam), z kilkoma rozbudowywanymi symultanicznie wątkami, które na koniec złączyły się w sensowną całość. Pewnym minusem jest oczywiście to, że teraz, po upływie kilku tygodni, kiedy próbuję opisać moje wrażenia, nie jestem w stanie odtworzyć bohaterów ani szczegółów fabuły, ale to chyba pochodna lekkiego gatunku. Nawet mnie, z moim niewybrednym gustem czytelniczym, zdarzyło się przeczytać książki których treść towarzyszyła mi jeszcze długo po zamknięciu okładki, więc widzę różnicę. No ale jak jestem w bibliotece to jakoś zawsze sięgam po te lekkie i przyjemne lektury, po te wymagające wysiłku - niemal nigdy. A potem próbuję opisać przeczytaną lekturę i choć samo czytanie było przyjemne, to jednak nie ma o czym pisać...
7/52 (2017)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz