Cóż. Nadszedł czas nadrabiania wstydliwych zaległości z tak zwanej klasyki. Jako pierwszy - George Orwell i jego "Folwark zwierzęcy". Wybór przypadkowy - ot, ktoś postanowił wyrzucić tę książkę na makulaturę, a ja postanowiłam ją odzyskać. Czyli taki jakby recykling ...
Książka niezwykła. Nie jest to powieść, którą się czyta z zapartym tchem, zarywając noc, żeby tylko poznać dalsze losy bohaterów. To raczej gorzka lektura. Pisana na początku lat 40 ubiegłego wieku jest alegoryczną opowieścią ukazującą zagrożenia związane z reżimem komunistycznym. Daje czytelnikowi trochę satysfakcji śledzenie tych nawiązań i odszyfrowywanie, kogo reprezentują poszczególne postaci, zwierzęce i ludzkie, przedstawione na kartach tej opowieści. Żeby nie powiedzieć za wiele, bo znacznie lepiej jest tę historię poznawać w wydaniu Orwella niż moim, tylko dwa słowa o fabule: jest to historia zwierząt z dworskiego folwarku, które postanawiają obalić dotychczasowy ustrój - czyli pozbyć się człowieka - i same zarządzać folwarkiem. Nowe porządki, nowe, lepsze zasady życia społecznego, wszystkie zwierzęta wspólnie pracują na swoje utrzymanie, wszystkie są równe, a potem ... życie pokazuje, że jednak niektóre są równiejsze. Znamy? Znamy.
Pomysł autora genialny, lektura ciekawa, a wnioski - bardzo smutne.
Jak choćby ten, że głupim społeczeństwem łatwiej się zarządza, a u nas - poziom edukacji coraz niższy, w kulturze ten sam trend. Nie mówię tu nawet o pewnych wątpliwych artystycznie dokonaniach zwanych ładnie performance'ami, ale na przykład o teatrze. Ostatnio słyszałam Krystynę Jandę opowiadającą, jak współcześni aktorzy muszą dostosowywać swoją grę do poziomu widowni, żeby nie było wybuchów śmiechu w chwilach, gdzie powinna być zaduma. Bo ludzie już nie rozumieją niektórych subtelniej przekazanych treści. A przecież - to już moje zdziwienie - do teatru raczej nie chodzą miłośnicy "celebrity splash", tylko tak zwana elita.
Dodatkowych wrażeń dostarczał mi czas czytania tej książki: tak się przypadkowo złożyło, że był to okres między pierwszą a drugą turą naszych wyborów. Z ust wielu polityków, z okładek dzienników i tygodników docierał do mnie krzyk o wielkim zagrożeniu dla naszej demokracji. Bo jeśli nie zagłosujemy jak trzeba, to wróci PiS!!! A ja w tym samym czasie śledziłam losy dzielnych folwarkowych zwierzaków, które za każdym razem, gdy miały poczucie, że nie na to się umawiały, że coś jest nie tak, że ktoś próbuje przeforsować swój własny interes, słyszały od tych "równiejszych" jedno przerażające pytanie: "chyba nie chcecie aby wrócił pan Jones?".
Czyli aż tak wiele się nie zmieniło od czasów Orwella?


