Książka pierwsza w całości przeczytana w tym roku, "Billy. Kot który ocalił moje dziecko" autorstwa Louise Booth, oparta jest na faktach i jest z gatunku tych, które czyta się jednym tchem.
To opowieść matki, która zmaga się z autyzmem swojego synka. Początkowo
nie zdaje sobie sprawy z jego stanu, jedynie intuicyjnie przeczuwa, że
coś jest nie tak i próbuje metodą prób i błędów prowadzić swoje dziecko w
sposób sprzyjający jego rozwojowi. Kiedy w końcu udaje jej się
zasięgnąć opinii specjalistów i zdiagnozować dziecko, słyszy od
autorytetów, że jej syn nigdy nie pójdzie do normalnej szkoły.
A jednak okazuje się, że ten wyrok nie jest ostateczny. Synek robi
niespodziewane postępy, a zaczynają się one w momencie, gdy rodzina
decyduje się na adopcję bezdomnego kota Billy'ego. Między chłopcem a
kotem rodzi się silna więź, a obecność Billy'ego w życiu pomaga małemu
Fraserowi pokonywać kolejne przeszkody. Ta wzruszająca historia po
jakimś czasie staje się głośna najpierw w całej Wielkiej Brytanii za
sprawą publikacji prasowych, a wraz z publikacją książki, już w całej
Europie.
Piękna i budująca opowieść, dla tych, którzy kochają koty i dla tych,
którzy potrzebują nadziei i dowodu na to, że cuda są możliwe.
Tę książkę poleciła mi bezpośrednio pani z wydawnictwa Nasza
Księgarnia. Pani trafiła na mój inny blog, poświęcony kotom i uznała widać, że
zamieszczenie na nim notki o książce będzie służyło jej promocji. Nie wiem czy
tak było – choć sądząc po liczbie odsłon tamtego bloga, rzeczywiście sporo osób
mogło się o tej publikacji dowiedzieć. Natomiast dla mnie było to bardzo sympatyczne
i motywujące doświadczenie, dzięki któremu nie zarzuciłam ostatecznie pomysłu,
by wrócić na serio do czytania, choć od mojego noworocznego postanowienia upłynął już prawie kwartał. I niezmiernie miło jest na początek otrzymać egzemplarz recenzencki, zwłaszcza jeśli się nie jest właścicielem bloga recenzenckiego. Taka swoista zachęta ze strony Losu :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz