Po tak żmudnej i długotrwałej lekturze, jaką było dla mnie przebrnięcie przez opisane poniżej "Lekcje Madame Chic", potrzebowałam czegoś lekkiego i przyjemnego, tak do poczytania w niedzielne popołudnie. Wybór padł na dziewiętnastowieczną powieść "Panie z Cranford" napisaną przez Elizabeth Gaskell.
To urocza opowieść o małym angielskim miasteczku Cranford, zamieszkiwanym głównie przez samotne kobiety: te niezamężne choć już wiekowe i te owdowiałe. Często zubożałe, z godnością znoszące swój stan, pełne dyskrecji i gotowe nieść pomoc innym, którzy mają jeszcze trudniej. Oczywiście, lokalna społeczność pełna jest też zależności klasowych, ma swoją "elitę" dyktującą właściwe zachowania czy poglądy. Ma swoje wielkie wydarzenia i małe skandale takie jak przyjazd kuglarza lub małżeństwo, które niektórzy uważają za mezalians. Wszystko to budzi uśmiech czytelnika - urocze obrazki z nieistniejącego już świata. To wszystko wplecione jest zgrabnie w niespieszną, ale konkretną akcję kończącą się, jak na ten rodzaj powieści przystało, swoistym happy endem. Cudna odtrutka.
Gdzieś kiedyś widziałam serial BBC bazujący na tej powieści, po tej lekturze chętnie obejrzałabym go jeszcze raz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz