Jakiś czas temu zapoznałam się po raz pierwszy z twórczością pani Bondy i byłam rozczarowana. Doceniłam widoczny talent początkującej autorki, tak samo jak jej motywację do wytrwania w roli pisarki, pomimo wszystkich przeciwności losu. Ale sama powieść zostawiała tak wiele do życzenia...
Kilka lat później - czyli parę tygodni temu - dość spontanicznie zakupiłam kolejną książkę pani Bondy. Decyzja powodowana wyłącznie kieszonkowym, idealnym na czekające mnie wkrótce długie podróże PKP, wydaniem. Ze sporym zdziwieniem odkryłam, że moje wcześniejsze zarzuty są już nieaktualne - nic z tego, co tak irytowało mnie w czasie poprzedniej lektury, nie pojawiło się w nowej powieści. Czy to nie świetny przykład na to, że dobrym pisarzem stajemy się po prostu praktykując ten zawód?
To spostrzeżenie pewnie ma też bardziej ogólne zastosowanie;)
Co najbardziej mi się nie podobało w trakcie poprzedniej lektury? Rozwleczona opowieść, kilkudziesięciostronicowy prolog, profil zbudowany przez główną bohaterkę - profilerkę - nie wykorzystany w pełni w trakcie śledztwa - wszystko to uznałam wtedy za spore niedociągnięcia autorki. Kilka powieści później nie pozostał po tym żaden ślad. Oczywiście, można wciąż szukać niedoskonałości i można je znaleźć dość szybko - jak chociażby ostateczne rozwiązanie zagadki, moment, gdy tytułowa bohaterka wyjawia w ogrodzie zakładu psychiatrycznego okoliczności swoich działań i ich zgubnych skutków. Ale poziom powieści jest zupełnie inny. Odnotowałam to z prawdziwą radością, bo bardzo ale to bardzo cieszy mnie myśl, że mamy wielu ciekawych współczesnych polskich autorów.
A o czym jest sama powieść? To historia zagadkowych zniknięć i śmierci które - jak powoli sie okazuje - łączy osoba miejscowej genialnej florystki. Czy rzeczywiście kobieta po przejściach, która od początku jest jakoś powiązana ze śmiercią dwojga dzieci, jest też ich zabójczynią? Ciekawe pytanie a autorka prowadzi czytelnika do odpowiedzi naprawdę okrężnymi drogami...
Podsumowując - przeczytałam z prawdziwym zainteresowaniem.
02/52 (2018)

pisanyinaczej.blogspotc.com
OdpowiedzUsuńMnie męczą ksiązki Bondy. Rozwkekłe opisy i wielowątkowość.