piątek, 25 maja 2018

Cień przeszłości


Ciekawa powieść początkującego autora. Z relacji koleżanki, która z tymże autorem na co dzień pracuje, wiem że pisanie (w każdym razie pisanie powieści - bowiem autor ma już na swoim koncie publikacje naukowe) jest dla niego działalnością dodatkową, do standardowego życia wypełnionego pracą na etacie i pewnie jakimiś zobowiązaniami prywatnymi. Strasznie zazdroszczę, bo od dawna sama chciałabym wykorzystać efektywnie i twórczo "popracowy" czas wolny - jakoś mi to nie wychodzi, a tu się okazuje że inni to umieją, i to jak...


Cień przeszłości to opowieść z historią w tle. Akcja rozgrywa się dwutorowo - aktualnie oraz w retrospekcjach w czasie II wojny światowej. Z jednej strony mamy młodego mężczyznę, Adama Floriańskiego, zafascynowanego genealogią. W czasie jednej z częstych wizyt w Archiwum Akt Dawnych przypadkowo dostaje w swoje ręce teczkę starszego pana, który w tym samym miejscu poszukiwał informacji z tych samych ksiąg parafialnych. Początkowo Adam zamierza teczkę oddać, potem sprawy nieco się komplikują - jej zawartość okazuje się cenna dla przestępców próbujących za wszelką cenę odzyskać znajdujące się w niej dokumenty oraz zaszyfrowany pendrive. Główny bohater wraz ze swoją znajomą, bardzo zdolną informatyczką, próbują rozwiązać zagadkę danych z pendrive'a i podejrzanie częstych zgonów osób, które zetknęły się z tą tajemniczą sprawą. Drugą historią są wojenne losy pewnej rodziny z Dolnego Śląska, a obie te historie znajdą w finale wspólne rozwiązanie. 
Powieść zapowiada się więc bardzo ciekawie - i ta dwutorowość fabuły, i ciekawe tło historyczne. Czy tak rzeczywiście jest? I tak, i nie. 
Z jednej strony bardzo widać wysiłek autora, aby dopracować każdy szczegół w tej historii. Nie umknęły mojej uwadze na przykład podziękowania, jakie autor wyraża różnym osobom w tym komuś, kto udzielił mu porad z zakresu informatyki. I rzeczywiście, jedna z bohaterek jest przecież informatykiem, tak więc solidna wiedza w tym obszarze była niezbędna aby zbudować przekonującą postać i intrygę - całość rozgrywa się przecież wokół zawartości zaszyfrowanego pendrive'a. Takie sumienne podejście jest pewnie godne odnotowania w przypadku pierwszej powieści. I zawsze doceniam książki z tłem historycznym, czytając można się przy okazji czegoś naprawdę ciekawego dowiedzieć.
Z drugiej jednak strony, często miałam wrażenie, że książka jest napisana topornie. Wydaje mi się, że jest to kwestia nie tyle języka, co stylu. Autor opisuje wszystko niezmiernie precyzyjnie. W miejscu, gdzie mogłabym domyśleć się reakcji jakiejś postaci, czy to z kontekstu, czy z jej słów, nie ma w ogóle przestrzeni na ten domysł - wszystko jest dopowiedziane aż do bólu. Czytelnik może mieć wrażenie, że dostaje informację podwójnie, już ją sobie wywnioskował z dialogów, ale autor jeszcze doda opis tak na wszelki wypadek. Takie fragmenty czytało mi się ciężko. Drugim aspektem było nagromadzenie sporej ilości nieistotnych szczegółów informatycznych. O ile sam wątek pendrive'a miał znaczenie, o tyle wymienienie szczegółów używanych przez bohaterów sprzętów było już dla mnie zbędnym detalem. Zapewne autor chciał zrobić dobry użytek z zebranego solidnie materiału z zakresu informatyki, jednak dla czytelników średnio nią zainteresowanych ta wiedza nie była niezbędna, i trochę przeszkadzała w lekturze.
Mimo to oceniam całość pozytywnie - i jak wspomniałam na wstępie - zazdroszczę.

03/52 (2018)

czwartek, 24 maja 2018

Florystka

Jakiś czas temu zapoznałam się po raz pierwszy z twórczością pani Bondy i byłam rozczarowana. Doceniłam widoczny talent początkującej autorki, tak samo jak jej motywację do wytrwania w roli pisarki, pomimo wszystkich przeciwności losu. Ale sama powieść zostawiała tak wiele do życzenia...

Kilka lat później - czyli parę tygodni temu - dość spontanicznie zakupiłam kolejną książkę pani Bondy. Decyzja powodowana wyłącznie kieszonkowym, idealnym na czekające mnie wkrótce długie podróże PKP, wydaniem. Ze sporym zdziwieniem odkryłam, że moje wcześniejsze zarzuty są już nieaktualne - nic z tego, co tak irytowało mnie w czasie poprzedniej lektury,  nie pojawiło się w nowej powieści. Czy to nie świetny przykład na to, że dobrym pisarzem stajemy się po prostu praktykując ten zawód? 
To spostrzeżenie pewnie ma też bardziej ogólne zastosowanie;)



Co najbardziej mi się nie podobało w trakcie poprzedniej lektury? Rozwleczona opowieść, kilkudziesięciostronicowy prolog, profil zbudowany przez główną bohaterkę - profilerkę - nie wykorzystany w pełni w trakcie śledztwa - wszystko to uznałam wtedy za spore niedociągnięcia autorki. Kilka powieści później nie pozostał po tym żaden ślad. Oczywiście, można wciąż szukać niedoskonałości i można je znaleźć dość szybko - jak chociażby ostateczne rozwiązanie zagadki, moment,  gdy tytułowa bohaterka wyjawia w ogrodzie zakładu psychiatrycznego okoliczności  swoich działań i ich zgubnych skutków. Ale poziom powieści jest zupełnie inny. Odnotowałam to z prawdziwą radością, bo bardzo ale to bardzo cieszy mnie myśl, że mamy wielu ciekawych współczesnych polskich autorów.


A o czym jest sama powieść? To historia zagadkowych zniknięć i śmierci które - jak powoli sie okazuje - łączy osoba miejscowej genialnej florystki. Czy rzeczywiście kobieta po przejściach, która od początku jest jakoś powiązana ze śmiercią dwojga dzieci, jest też ich zabójczynią?  Ciekawe pytanie a autorka prowadzi czytelnika do odpowiedzi naprawdę okrężnymi drogami...

Podsumowując - przeczytałam z prawdziwym zainteresowaniem.


02/52 (2018)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...