Od czasu gdy przeczytałam powieść autorstwa pana Nicka Hornby'ego "Długa droga w dół", która bardzo mi się podobała, planowałam sięgnąć po inną pozycję tego autora. Tak oto w moich rękach znalazła się "Wierność w stereo".
Ta lektura wywoływała we mnie naprawdę różne odczucia. Pierwsze wrażenie - zachwyt! Początek wyśmienity. Rzadko zdarza mi się czytać coś, co wciąga od pierwszego zdania. A pan Hornby swoją opowieść zaczyna genialnie - bo tak:
"Na mojej liście pięciu najbardziej godnych zapamiętania rozstań wszech czasów (z dziewczynami, które chętnie zabrałbym na bezludną wyspę) znajdują się w porządku chronologicznym:
1) Alison Ashworth
2) Penny Hardwick
3) Jackie Allen
4) Charlie Nicholson
5) Sarah Kendrew.
Rozstania z nimi naprawdę bolały. Lauro, czy widzisz wśród nich swoje imię?"
No i jeśli przeczytamy coś takiego - czy nie chce się od razu poznać całej historii związku i rozstania głównego bohatera z ową Laurą?
Kolejne strony pochłaniałam z zapałem, który jednak dość szybko gasł. Głównie za sprawą bohatera i jego otoczenia. Bohaterem jest trzydziestokilkuletni Rob Fleming, niespełniony DJ, właściciel upadającego sklepiku z płytami, w którym pracują także dwaj jego najbliżsi kumple. Cała trójka zakochana w muzyce, żyjąca muzyką na co dzień, wspominająca przeszłość w powiązaniu z towarzyszącą jej muzyką, oceniająca innych na podstawie tego jakiej muzyki słuchają...
Kolejne strony pochłaniałam z zapałem, który jednak dość szybko gasł. Głównie za sprawą bohatera i jego otoczenia. Bohaterem jest trzydziestokilkuletni Rob Fleming, niespełniony DJ, właściciel upadającego sklepiku z płytami, w którym pracują także dwaj jego najbliżsi kumple. Cała trójka zakochana w muzyce, żyjąca muzyką na co dzień, wspominająca przeszłość w powiązaniu z towarzyszącą jej muzyką, oceniająca innych na podstawie tego jakiej muzyki słuchają...
Czytając to, po tylu latach od powstania powieści, miałam wrażenie jakby opisywany przez autora świat się zestarzał. Sklepy z płytami pewnie nie są już typowym elementem krajobrazu, raczej enklawą dla audiofilów. Osobiście nie widziałam na ulicy żadnego (myślę tu o prawdziwych płytach, nie o CD). Wrażenie to potęgowała ilość piosenek/autorów/wykonawców które narrator wspomina i opisuje, a które mnie - czytelnikowi z innego kraju trzymającemu tę książkę w ręku ponad 20 lat po jej napisaniu - w sporej części kompletnie nic nie mówią i nie wnoszą żadnej dodatkowej treści.
Niesamowicie denerwował mnie też główny bohater, w którym szybko odkryłam klasycznego Piotrusia Pana. I choć niektóre jego obserwacje okazały się ciekawe (na zasadzie: "o! to faceci też tak mają?"), to jednak przez większość lektury towarzyszyło mi poczucie irytacji naprzemiennie ze znudzeniem. Choć przyznaję, że powieść napisana jest całkiem nieźle, autor nie szczędzi czasu na ciekawe opisy i budowanie wielowymiarowych postaci pobocznych, wplata interesujące wątki, które urozmaicają fabułę przy okazji rysując bardziej szczegółowy obraz Roba, kim jest, czym się kieruje w życiu. Moim ulubionym "dodatkiem" tego typu jest historia zbioru płyt pewnego niewiernego męża - cudowny wątek.
Jeśli oceniam tę powieść pozytywnie, to tylko dlatego, że dotrwałam do jej końca - mimo tego jak bardzo miałam czasami dość głównego bohatera. Dopiero zamykając okładkę po skończonej lekturze można stwierdzić, że ta powieść nie jest dziełem przypadku, że wszystko co się w niej dzieje i przydarza bohaterowi jest starannie przemyślane. Że jest w niej jakiś sens. Że dzięki niej możemy zobaczyć coś ważnego - że dorastanie jest możliwe, podejmowanie decyzji jest możliwe. Zmiany są możliwe.
Dobra książka.
13/52 (2017)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz